niedziela, 26 czerwca 2011

Werniks

 O werniksie nie slyszalam nigdy przedtem - zanim przeczytałam tę książkę. 
Whartona czytałam na studiach, zapamiętałam klimat Francji (Opowieści z Mulin de Bruit) i wojny (W księżycową jasna noc). Niezawinione śmierci.Spóźnieni kochankowie. Tato.Film Ptasiek jakoś do mnie nie przemówił. 
Whartona spotkałam w nieistniejącej już księgarni w Krakowie przy ul. Wiślnej, na którymś roku studiów, to było w czasie sesji letniej egzaminacyjnej przed południem, to było bardzo słoneczne przedpołudnie. Czekałam w kolejce ...
Wyglądał jak połączenie szypra ze św. Mikołajem, pamiętam Jego oczy niebieskie; był trochę zmęczony, nie śmiałam z nim rozmawiać. Poprosiłam tylko o autograf na książce (właśnie zaczynam jej szukać, gdzie się podziała(?) czyżbym komuś pożyczyła?)
Nie wiedziałam że jest malarzem, słabo się wtedy malarstwem interesowałam. Wolałam uciekać w świat książek - tam czułam się bezpiecznie.
Zaimponował mi jako człowiek.
Jego książki są klimatyczne, szczere. 
On nie udaje.
Jako malarz - to dla mnie Albert William du Aime.
Ten jego werniks to było ziarenko które we mnie zakiełkowało. Początkowo to było słowo "werniks".
Później przypomniałam sobie to słowo.
Przypomniałam sobie po latach...
Długo wschodziło, kiełkuje, ale nie wiem czy jest warte pielęgnacji ...
Ale robię to, bo lubię. Jakoś tak samo się dzieje.
Smutno mi jak pomyślę że już Go nie ma :( 
Dla mnie on ciągle jest.


***RIP***
http://pl.respectance.com/William_Wharton
http://www.youtube.com/watch?v=UnwVub4fETw&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=xS4deKqoc-w
 :*)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz